Wydarzenia Archiwalne

Sesja o "gwałtowniku Królestwa Bożego"

Ten człowiek się nie bał…

Ci, którzy go znali, zgodnie podkreślają, że jakkolwiek potoczyłyby się jego losy, byłby kimś wybitnym. Stanowił typ proroka, za którym inni nie nadążali. Myślami wybiegał kilkadziesiąt lat naprzód. W młodości, kiedy pasjonowała go polityka, marzył o zjednoczonej Europie. A przecież było to jeszcze przed II wojną światową, przed podziałem Starego Kontynentu na dwie części, przed Jałtą i "żelazną kurtyną". Jako młody kapłan, kilkanaście lat przed Soborem Watykańskim II, stawał twarzą do ludu podczas Mszy św. i tłumaczył znaczenie poszczególnych jej części, aby wierni, zamiast odmawiać prywatne modlitwy, mogli w pełni i ze zrozumieniem uczestniczyć w Chrystusowej ofierze.

Genialnie odczytywał znaki czasu. Trafnie odgadł, że jedyną szansą, aby młode pokolenie uchronić przed wyniszczającą ideologią komunizmu, jest osobiste przeżycie swej relacji do Jezusa, wzmocnione przynależnością do grupy podobnie myślących osób. Wypracował system formacji chrześcijańskiej możliwy do zastosowania w życiu ludzi każdego wieku i stanu. Nie tylko zauważył narastający lawinowo problem uzależnienia od alkoholu, ale i odpowiedział nań, powołując do życia ogólnopolski ruch trzeźwościowy, który w krótkim czasie skupił w swych szeregach sto tysięcy dorosłych członków. Nie negując imponującej pod względem liczby wiernych siły Kościoła w Polsce, nie miał złudzeń co do jego powierzchowności i wołał o pogłębienie wiary, wypracowując - prawie 30 lat temu! - plan wielkiej ewangelizacji naszego kraju.

W dniach 2-4 lutego w toruńskiej parafii św. Antoniego odbyła się sesja pt. "Zachować dziedzictwo Sługi Bożego ks. Franciszka Blachnickiego", zorganizowana przez Domowy Kościół - małżeńsko-rodzinną gałąź Ruchu Światło-Życie. Poprowadziły ją panie Dorota Seweryn i Grażyna Miąsik z Instytutu Niepokalanej Matki Kościoła - wspólnoty założonej przez ks. Blachnickiego, zrzeszającej kobiety, które pozostając osobami świeckimi składają śluby czystości i posłuszeństwa, by żyć duchowością Ruchu Światło-Życie. W ciągu trzech dni przez kaplicę , gdzie odbywała się sesja, przewinęło się łącznie ponad sto osób, w większości reprezentujących Domowy Kościół, choć nie zabrakło też przedstawicieli wspólnot młodzieżowych.

Na program sesji złożyły się cztery konferencje Doroty Seweryn, poświęcone życiu Sługi Bożego, konferencje Grażyny Miąsik, przybliżające istotę charyzmatu Światło-Życie, spotkanie w grupach, adoracja Najświętszego Sakramentu, codzienna Eucharystia i Apel Jasnogórski. Organizatorzy, Maria i Bogdan Majorowie, wsparci przez krąg Domowego Kościoła z miejscowej parafii, nie zapomnieli też o czymś "dla ciała", nie zabrakło więc i przerw na kawę z ciastkiem.

Bóg przygotowywał go do wielkich dzieł

Urodził się krótko przed wybuchem III powstania śląskiego. W trakcie walk na ulicach Rybnika, zaczął płonąć dom, w którym mieszkała rodzina Blachnickich. W ferworze ewakuacji zapomniano o zabraniu… kołyski z kilkutygodniowym Frankiem. Co gorsza, do pokoju, gdzie stała kołyska, wpadł pocisk, ale nie eksplodował. Któryś z mężczyzn pospiesznie wyniósł niemowlę…

Jako czterolatek, miał poważny wypadek: wpadł do studzienki, uderzył się w głowę, stracił przytomność. Wyratowany, trafił do szpitala. Przeżył.

Po klęsce wrześniowej jako doświadczony harcerz, szybko trafił do konspiracji i… równie szybko, zdradzony, został aresztowany przez Niemców. Znalazł się w obozie w Oświęcimiu, gdzie - jako numer 1201 - spędził 14 miesięcy, z czego dziewięć w karnej kompanii, a miesiąc w bunkrze głodowym. Oświęcimską "fabrykę śmierci" opuścił tylko po to, aby stanąć przed sądem i usłyszeć wyrok śmierci za działalność skierowaną przeciw III Rzeszy. Wystosował prośbę o ułaskawienie i… stał się cud. Minęło 100 dni, w trakcie których każde otwarcie drzwi celi musiało budzić myśl, że to już koniec; do katowickiego więzienia nie dojechał kat, który miał wykonać wyrok przez ścięcie, a pruskie prawo zwyczajowe mówiło wyraźnie, że w takim przypadku wyrok śmierci zostaje anulowany. Na 120 Polaków skazanych równocześnie z Franciszkiem, śmierć ominęła tylko dwóch. Taki był Boży plan.

Człowiek wiary konsekwentnej

17 czerwca 1942 r., czekając na wykonanie wyroku, Franciszek przeżył gwałtowne i głębokie nawrócenie. Wiara została mu wlana "w jednym momencie w owym pamiętnym dniu - jako zupełnie nowe, nie ludzką mocą zapalone światło. (…) Ta rzeczywistość wiary - od tamtej chwili, bez przerwy przez 44 lata, określa całą dynamikę mego życia i jest we mnie źródłem wody wytryskującej ku życiu wiecznemu - pisał w testamencie na rok przed śmiercią. - Nigdy w tym okresie nie przeżywałem wątpliwości co do wiary i nigdy nie miałem innych celów i dążeń, zainteresowań, poza wynikającymi z wiary i skierowanymi ku Ojcu przez Syna w Duchu Świętym, w realizacji wielkiego planu zbawienia. Wszystkie decyzje były podejmowane z motywacji wiary".

Do końca wojny Franciszek przebywał w niemieckich obozach pracy, a w 1945 r., wróciwszy do Polski, natychmiast wstąpił do śląskiego seminarium duchownego. W 1950 r. przyjął świecenia kapłańskie.

Ten ksiądz jest jakiś inny…

Dorota Seweryn poznała ks. Blachnickiego, kiedy ten trafił jako wikariusz do jej rodzinnej parafii w Tychach. W Polsce szalał stalinizm, komuniści rugowali Kościół z kolejnych obszarów życia publicznego, krok po kroku zmierzając do jego całkowitego ubezwłasnowolnienia.

Nowy wikariusz szczególną troską objął ministrantów - tych, którzy w czasie Mszy św. stali najbliżej ołtarza, ale najczęściej zupełnie nie rozumieli, co się na nim dokonuje. Był wymagający. Co rusz któryś z chłopców otrzymywał krótkotrwały zakaz służenia za niedociągnięcia w służbie Bożej, ale co ciekawe - to jeszcze bardziej przyciągało do ołtarza. Ks. Franciszek zwrócił też uwagę parafian niezwykłym pietyzmem, z jakim sprawował Najświętszą Ofiarę. "Ten ksiądz jest jakiś inny…" - tego typu głosy pojawiły się zarówno w pierwszej parafii w Tychach, jak i w kolejnych pięciu, w których pracował w latach 1950-55.

W 1954 r. ks. Franciszek zorganizował w niewielkiej wiosce Bibiela dwutygodniowe rekolekcje letnie dla ministrantów. Łącząc umiejętnie elementy harcerstwa z doskonale dopasowanymi do wieku i temperamentu chłopców przeżyciami duchowymi, ks. Franciszek osiągnął niesamowity efekt: w następnych latach chłopcy szturmowali takie rekolekcje drzwiami i oknami, a ich rodzice obserwowali niezwykłe, pozytywne zmiany, zachodzące w latoroślach w ciągu dwóch rekolekcyjnych tygodni. "W domu nie byliśmy w stanie tego wyegzekwować całymi latami" - stwierdzali ze zdumieniem.

We wszystkim szukał woli Bożej

W kraju, w którym szalał komunistyczny terror, pozostał wewnętrznie wolny. W latach 1957-1960, pracując w kurii katowickiej, zorganizował dzieło stanowiące odpowiedź na politykę rozpijania narodu: Krucjatę Wstrzemięźliwości. Propagowała ona abstynencję od alkoholu i rezygnację z wszelkich innych zniewoleń, podejmowaną z motywów religijnych. Sukces Krucjaty, która w krótkim czasie objęła swym zasięgiem cały kraj i mogła się poszczycić 100 tysiącami uczestników, skłonił władze do stanowczego kroku: w sierpniu 1960 r. centrala Krucjaty w Katowicach została zlikwidowana, a grono współpracownic ks. Blachnickiego, które zebrały się wokół niego, rozpędzone.

- Jeśli Pan Bóg dopuścił do zlikwidowania takiego dzieła, to znaczy, że ma w planie coś jeszcze większego. Podziękujmy Mu więc za to, co się stało - takie były pierwsze słowa komentarza, które padły z ust ks. Blachnickiego.

Tydzień wcześniej wysłał jedną z dziewcząt, która cierpiała na astmę, do znajomego księdza, do Krościenka nad Dunajcem, aby się tam podleczyła. - 20 października 1960 r. - wspomina po latach Dorota Seweryn - wysiadłam z autobusu na rynku w Krościenku… i do dziś stamtąd nie wyjechałam. Splot dziwnych "przypadków", w których trudno nie dopatrzeć się woli Bożej sprawił, że ta niewielka miejscowość położona na styku Beskidu Sądeckiego, Gorców i Pienin, w ciągu kilku lat przekształciła się w centrum rekolekcji, prowadzonych metodą "oazową", a więc według wzorców wypracowanych wcześniej z ministrantami. Ks. Blachnicki w latach 1963-1973 zorganizował i poprowadził takie rekolekcje kolejno dla dziewcząt, kapłanów, chłopców, młodzieży pracującej, studiującej, wreszcie dla rodzin (te ostatnie rekolekcje dały początek Domowemu Kościołowi, czyli tzw. "oazie rodzin"). Dało to początek wielkiemu ruchowi, nazwanemu później Ruchem Światło-Życie, przez którego szeregi w ciągu kilkudziesięciu lat, jak się szacuje, przewinęło się ok. miliona osób!

Bóg dokonywał przez niego rzeczy na pozór niemożliwych

Nie mając nigdy poważnych środków materialnych, stworzył w Krościenku centrum założonego przez siebie ruchu. Zakupił dom na Kopiej Górce i drugi, przy ul. Jagiellońskiej. Do legendy przeszły jego słowa: "Nie ma pieniędzy na kupno domu? To kupujemy dwa!"… Bóg nieustannie posyłał do niego ludzi, którzy okazywali mu pomoc. To za sprawą kontaktów ks. Blachnickiego ze środowiskami protestanckimi, do Polski pod koniec lat siedemdziesiątych trafiło milion egzemplarzy Pisma Świętego! Był nieustraszony wobec szykanujących go władz wszelkich szczebli. Na znak protestu przeciw odmowie wydania paszportu, odesłał swój dowód osobisty, argumentując, iż skoro nie może skorzystać z tak oczywistego prawa, jak podróżowanie po świecie, to znaczy, że jest niewolnikiem i nie potrzebuje dokumentu tożsamości. Wkrótce został wezwany do… odbioru paszportu. Kiedy władze złośliwie utrudniały zaopatrzenie Centrum Ruchu Światło-Życie w opał, zorganizował ogólnopolską akcję, w wyniku której urząd pocztowy w Krościenku został zasypany… paczkami zawierającymi węgiel…

Był człowiekiem z krwi i kości

Nie sposób go "ubrązowić". Miał słabość do lodów; kazania i konferencje wygłaszał w tak monotonny sposób, iż niejednokrotnie… usypiał słuchaczy; potrafił zareagować bardzo raptownie i za chwilę serdecznie przeprosić… Będąc człowiekiem głębokiej wiary i zaufania w moc Bożą, nie miał w sobie nic z lekkoducha. Rozeznawał wolę Bożą, a jeśli uznał, iż coś jest z nią zgodne, nie odstępował od tego, nie bacząc na okoliczności.

Dźwigał liczne krzyże. Jednym z nich była niewątpliwie emigracja, na której znalazł się niespodziewanie, zaskoczony za granicą przez stan wojenny. Do końca życia był otoczony przez agentów bezpieki, którzy nie spuszczali z niego oka, przenikając nawet do grona bliskich współpracowników. Nie sposób zaręczyć, czy nie przyczynili się oni do jego niespodziewanej śmierci, która nastąpiła w niemieckim Carlsbergu 27 lutego 1987 r. Osiem lat później rozpoczął się proces beatyfikacyjny Sługi Bożego ks. Franciszka Blachnickiego, a w 1999 r. jego ciało zostało sprowadzone do Krościenka i pochowane w miejscowym nowym kościele, którego - według władz - "miało nigdy nie być"…

Tomasz Strużanowski

PS. Uczestnicy sesji pragną serdecznie podziękować za gościnność proboszczowi parafii św. Antoniego w Toruniu, ks. Wojciechowi Miszewskiemu.

Wróć do wydarzeń archiwalnych

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Strona gromadzi informacje zawarte w logach systemowych (data i czas połączenia, adres IP oraz inne). Dane te wykorzystywane są w celach technicznych, statystycznych oraz marketingowych. Cookies to niewielkie pliki tekstowe, które serwer WWW zapisuje po stronie użytkownika. Używamy cookies do zapamiętywania informacji o użytkowniku, tworzenia spersonalizowanych treści oraz obsługi logowania. Za pomocą plików cookies nie są przetwarzane lub przechowywane dane osobowe. Zawartość plików cookies nie pozwala na identyfikację użytkownika.