Fotografie Krystyna Bilska
Tam, gdzie zaczyna się coś więcej niż wyjazd….
(1 maja 2026 roku)
Zaczęło się zwyczajnie. Bez wielkich zapowiedzi. Bez sceny i mikrofonów. Na terenie parafii św. Antoniego – od pracy. Wspólnej, konkretnej, cichej. Ktoś podawał narzędzia, ktoś sprzątał, ktoś organizował przestrzeń. Nikt nie pytał „po co?”, tylko raczej: „co jeszcze trzeba zrobić?”. Nad całością czuwał ks. Bartłomiej Surdykowski – spokojnie, rzeczowo, bez zbędnych słów, pilnując, żeby wszystko miało swój rytm i sens. I właśnie tam, między ruchem rąk a pierwszymi rozmowami, zaczęło się coś ważniejszego niż sam rajd. Potem przyszły rowery. Grupa młodych – różni, z różnych miejsc, z różnymi historiami i różnym podejściem do wiary – ruszyła razem. Nie jako „grupa religijna”. Nie jako „wydarzenie”. Po prostu jako ludzie, którzy chcą być razem. W czasie drogi towarzyszyli im opiekunowie z parafii: ks. Radosław Figurski, akolita Mirek Matecki oraz studentka Anastazja Nocoń – obecni, uważni, blisko młodych, ale bez narzucania się. Na chwilę zatrzymują się obok siebie w pobliżu pomnika.. Dzieci Polskie Matce Polski. Śmiech, rozmowy, spojrzenia. Nikt nie musi udawać. Nikt nie musi się dopasowywać. Jest miejsce dla każdego – i dla tych, którzy wierzą mocno, i dla tych, którzy dopiero szukają. A potem znów ruch. Droga wśród zieleni, światło przecinające drzewa i oni – jadący jeden za drugim. Nie wyścig. Nie rywalizacja. Raczej rytm, który tworzy się sam. Ktoś prowadzi, ktoś zostaje trochę z tyłu, ale nikt nie zostaje sam. Tak wyglądała droga do Zamku Bierzgłowskiego. I tam wydarzyło się coś, czego nie da się zaplanować w harmonogramie. Ognisko – prawdziwe, ciepłe, przyciągające. Jedzenie – które smakuje najlepiej, gdy dzieli się je z innymi. Śmiech – szczery, bez udawania. Integracja – taka, która nie potrzebuje „animatora”, żeby zadziałała. To była majówka. Ale też coś więcej. To było pierwsze wejście w klimat Diecezjalnych Dni Młodzieży pod hasłem „W kontakcie”. I ten kontakt był prawdziwy. Nie tylko między ludźmi. Ale też – dla wielu – pierwszy raz tak wyraźny z Bogiem. Msza Święta na trawie. Bez dystansu. Bez sztywności. Blisko. Tak, że można było usiąść, odetchnąć i po prostu być. Słowo, które trafiało. Modlitwa, która nie była obowiązkiem, tylko odpowiedzią. I cisza… która mówiła więcej niż słowa. A potem znów życie. Spontaniczna zabawa taneczna. Śmiech i spontaniczne momenty. Wspólne odliczanie do zapisów na DDM. I nagle każdy czuł, że lipiec nie jest „kiedyś”. On już jest blisko. To był dzień „pierwszy raz”. Pierwszy raz Zamek Bierzgłowski zobaczył tylu młodych razem. Pierwszy raz przyjechali młodzi z różnych miejsc diecezji. Pierwszy raz dla wielu Msza była tak naturalna i wolna. Pierwszy raz ktoś odkrył, że nawet mały gest – jak niesienie flagi – może mieć sens głębszy. I może właśnie dlatego to działało. Bo nikt nikogo nie zmuszał. Bo nie trzeba było być „gotowym”. Bo można było przyjść takim, jakim się jest. To dopiero początek. Pierwsze znajomości już są. Pierwsze rozmowy już trwają. Pierwsze historie już się piszą. A reszta? W kontakcie – widzimy się 9 lipca na Diecezjalnych Dniach Młodzieży.
Tekst Jacek Bilski